- Sygnały o pojawieniu się zwierzęcia – najczęściej była mowa o „jeleniu” - otrzymujemy od mieszkańców, przede wszystkim z ulic na osiedlu Południe – mówi Piotr Dzwonkowski, strażnik miejski w Łomży. - Ponieważ jestem myśliwym i mam nieco więcej doświadczenia w kontaktach ze zwierzyną, zająłem się tą sprawą.
Sfotografować i sfilmować daniela udało się Piotrowi Dzwonkowskiemu przy ul. Prusa, w samym centrum wielkiego blokowiska.
- Od razu wyjaśniło się, że to nie jeleń, chociaż także ma rogi, ale daniel. Konsultowałem się z łowczymi i z Mariuszem Sachmacińskim, dyrektorem Parku Krajobrazowego Doliny Narwi. Daniele w stanie dzikim nie żyją w naszych okolicach. Jest to zatem prawdopodobnie uciekinier z jednej z hodowli, których jest kilka w pobliżu Łomży. Poszukuje dla siebie bezpiecznego miejsca. Myślę, że może się kryć w sadach w rejonie ulicy Księżnej Anny. A może w ogóle powędruje poza miasto? - mówi Piotr Dzwonkowski.
Daniel to piękne stworzenie. Przyzwyczajony do ludzi, nie jest płochliwy jak np. sarny. Nie jest groźny, chyba że nagle wbiegnie na jezdnię. Jest roślinożercą.
- Ale nie mamy sygnałów, aby spowodował jakieś szkody w ogródkach – dodaje myśliwy.
O danielu wie nie tylko Straż Miejska, ale także policja i służby weterynaryjne. Problem w tym, że żadna z tych instytucji nie ma sprzętu i wprawy w łapaniu takich „gości” na miejskich ulicach. Jeżeli zwierzę jest ranne, obowiązek spoczywa na weterynarzach.
- „Nasz” uciekinier wydaje się zdrowy i pewnie poradzi sobie sam – mówi Piotr Dzwonkowski.
Mieszkańcy lasów i pól na asfalcie i chodnikach miast to ostatnio niemal norma. Żubry dały się sfotografować wśród domów w Białowieży, a jeden przywędrował w okolice Łomży (choć do miasta jeszcze nie wszedł). Biegają po ulicach dziki, łosie i jelenie. W Łomży Piotr Dzwonkowski brał udział w łapaniu koziołka, czyli samca sarny i jenota. Wiadomo też o dziku, który biegał po dawnym torowisku i bobrach nad Łomżyczką. Po prostu, „my” - ludzie i „one” - zwierzęta, musimy się chyba nawzajem polubić.
Komentarze